Mamy XXI wiek. Technologia nie jest już niczym nowym ani innowacyjnym, choć nadal nas zadziwia. Wymyślane są rzeczy, o których nasi dziadkowie – ba – nasi rodzice nigdy by nie pomyśleli. Jest to też coraz częstszy sposób na zajęcie naszego dziecka – bo nam przeszkadza, kiedy musimy się skupić, bo chcemy pogadać z przyjaciółką przy kawie, a ono nagle zwraca na nas uwagę i czegoś się pilnie domaga, choć najczęściej są to bzdury. Nigdy nie jest głodne, a teraz akurat chce lody. Marzysz o chwili spokoju, a twoje dziecko nagle zamienia się w najbardziej aktywnego człowieka na tej planecie. Nie możesz nawet umyć naczyń, bo coś ciągnie cię za nogawkę spodni. Wtedy rozwiązaniem staje się komórka, tablet czy laptop. Włączenie bajki na YouTube ratuje cię od ciągłych jęków i daje parę chwil spokoju. Gdy dziecko jest małe, nie wydaje się to niczym złym. Bajki są edukacyjne, dużo uczą. I tak kiedyś będzie je oglądało, gdy podrośnie i zrozumie więcej. Zaczyna się od małych dawek, a potem problem rośnie do ogromnych rozmiarów i najczęściej, kiedy się orientujemy, że Internet stał się zbyt dużą częścią życia naszego dziecka, jest już za późno.

Dzieci są mądre. Czasem rozumieją więcej i szybciej niż niektórzy dorośli. Już dwuletnie dziecko jest w stanie lepiej obsłużyć pilot do telewizora czy komórkę niż jego rodzice. Nic więc dziwnego, że chcą poszerzać wiedzę i eksplorować to, czym już umieją się posługiwać. Małe dziecko jest zafascynowane tym, co miga mu na ekranie. Może się w to patrzeć godzinami – jest to i ratunek, i niebezpieczna pułapka. Czasem nawet ciężko wychwycić ten moment, kiedy staje się to zbyt częstym rozwiązaniem. A, niech sobie coś obejrzy, wszyscy będą zadowoleni – historia wkrótce zaczyna zataczać błędne koło, bo gdy dostarczasz dziecku rozrywki, a potem ją odbierasz, tworzy się kolejny problem. Nieustający płacz, który cichnie dopiero wtedy, gdy wyciągniesz zza pleców komórkę. Dziecko zaczyna rozumieć ten mechanizm i coraz częściej domaga się, by dawać mu dostęp do Internetu. Może i zaczyna się od edukacyjnych bajeczek, ale im dalej w świat i im starsze dziecko, po kolei odkrywa różne filmy i gry pełne przemocy oraz rzeczy stanowczo obniżających poziom IQ, do których przykleja się potem tak, że nie jest w stanie zjeść obiadu, nie odrywając oczu od ekranu. Zabawy na zewnątrz stają się przeżytkiem. Wiadomo, że dając dzieciom dostęp do technologii, nie chcemy źle – pragniemy tylko chwili spokoju. Nie zauważamy jednak, kiedy staje się to problemem, a problem uzależnieniem. Przypomnijmy sobie czasy, kiedy jedyną rozrywką było wyjście na dwór i pogranie w piłkę. Podarujmy naszym dzieciom te chwile spędzone razem na świeżym powietrzu. Pamiętajmy o grach planszowych i książkach. Nie spędzajmy dni i nocy każde wlepione w swój ekran. Technologia łączy, ale też rozdziela.